* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEÑ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura s³oweñska, poezja s³oweñska

o autorze
o t³umaczce
wstecz

Peter Kolšek

Nic pewnego

Nic pewnego nie jeste¶ w stanie powiedzieæ.
Nikt nie bêdzie wys³uchiwa³ historii
o sanda³ach Chrystusa ani wziêtych do niewoli zwierzêtach.
Gdyby¶ chcia³ opowiadaæ o strasznej z³o¶ci
druidów, kiedy siê dowiedzieli, ¿e ogieñ zgas³,
mo¿e wtedy s³uchaj±cy odwróciliby siê w drug± stronê.
Ogrodnicy, którzy z królami walczyli o harmoniê
albo o p±czkuj±cy chaos, ulegli dusznicy.
Niechby przemówi³ o niebu? Wszystkie ostatnie
pomiary wykazuj±, ¿e siê s³odko pogubili¶my.

Nic pewnego nie jeste¶ w stanie powiedzieæ.
Bowiem przedmioty to nie kamienie w potoku,
otoczone ¶wita³em utopionych dzbanków
i powlekanych olejem ¶wietlików. Takie
zna³e¶. Obecnie to ³uski komet,
które po¿eramy przy pomocy owalnych zêbów.
Bywaj± jak znamiona bez znaczenia
w wielkim kotle ¿elatyny.
A mo¿e to jest rozmyte rybie oko,
na które natrafi³ nó¿ w trakcie pogaduszek rze¼ników.

Przez to nie jeste¶ w stanie powiedzieæ nic pewnego
ani ciekawego, zgubi³e¶ jêzyk.
Rzeczy, których nazwy nie znasz, ju¿ dawno
ciê wyprzedzaj± w trzepocz±cym galopie, ledwie tu czy tam
doleci za nimi jaki¶ kamieñ,
który rozpoznasz lub go na nowo
poznasz. To wszystko, co mo¿esz pokazaæ.
A zwierzêta milcz±, jak milcza³y zawsze,
ju¿ zawczasu ucz± siê swojego jêzyka
i nie zwracaj± na nas uwagi.

 

Czy rozumiesz?

Nie rozumiem, o czym mi opowiadasz,
twój g³os jest fio³kowy.
Do kogo nale¿y ten elektryczny chrust naszyjników,
który ¶wieci siê w ciemno¶ci,
do kogo ta bolesna ksiê¿ycowa po¶wiata
stawu i ekranu.
Kto¶ w¶ród nas prze³yka psychozê,
b±d¼ te¿ ju¿ na samym pocz±tku zrobili¶my jaki¶ b³±d.
Wiadomo¶ci ze ¶rodka serca
drepcz± nieprzyja¼nie,
jak z³odziej przed pustym kurnikiem,
a wszystko sprawia, ¿e up³ynnione uczucia
s± s³odsze od klasycznej ksiê¿ycowej po¶wiaty.

Czy rozumiesz, co nam w nocy szepcz±
ma³e epileptyczne maszyny?
Co pisz± nam we krwi; znój i spermê?
A po drugiej stronie wielkie, ale niejasne
twarze, do których przypiêta jest ¿yczliwo¶æ
jak liszaj na firmie farmaceutycznej.
I wielkie usta, które wci±¿ powtarzaj±
hucz± lasy m³odo¶ci,
hucz± lasy m³odo¶ci.

Nic pewnego nie jest nawet w zakotwiczonych ³odziach,
ich zatrzymane odleg³o¶ci podryguj± w grubych linach.
Kiedy bawimy siê w weso³ym rozgoryczeniu,
przychodzi nowa informacja i nas uniewa¿nia.
Nie mówimy tym samym jêzykiem.
Czy rozumiesz, co chcê powiedzieæ, kiedy mówiê:
Jesieñ ¿arzy siê na wierzcho³ku jak zbyt wielka waza?

 

Na której¶ z czeskich poczt

tylko znaczek chcia³am kupiæ.
W kolejce sta³o dziewczê,
w jednym oku tajga, w drugim step,
cia³o srebrna, lodowa rzeka,
a we w³osach falowanie Uralu.
By³a to kobieta, któr± my wszyscy utracili¶my
i ju¿ nigdy nikt z nas nie odzyska,
chocia¿ sta³a w kolejce na jakiej¶ prowincjonalnej
czeskiej poczcie.

 

Nocne poci±gi

Nieustannie siê przybli¿aj± i rozje¿d¿aj±,
z ciemnych rzek miasta rozlewaj± siê przez trawniki,
posypane roz¿arzonym wêglem. Czasem w biegu
gorzej± ludzkie sylwetki, tajemnicze spotkanie
szablistów, niektórzy za¶ zachowuj± spokój,
przygniecieni do okna przyjêli rolê trupów
i teraz pomimo szybko¶ci umieraj± powoli.
Powoli tak¿e uspokaja siê wiatr, porozrzucany
pomiêdzy szynami kolejowymi jak ¶lubne welony,
a nastêpna chwila ju¿ targa ich czerwone bawole oko
na elektrycznym czole.

We wszystkie strony pierzchn± czasy
zewsz±d d¼wigaj± p³on±ce palce
i uderzaj± w bia³e godziny. W s³oñcu
je¿d¿± dzieci i machaj± wyci±gniêtym
u¶miechem, ³odzie przewo¿± kulisy winnic,
na drewnianych walizkach siedz± dziewczêta,
podci±gaj± do kolan spódnice, starcy
z zimozielonymi brodami siêgaj±
do wspomnieñ, zwierzêta na ¶niadanie jedz± ob³oki,
z kolei na szklanym dworcu stoi m³odzieniec,
który ju¿ od dawna ucieka od siebie.

 

¦wiate³ka

Nic za to nie mo¿esz,
¿e do twojej g³owy przypl±ta³a siê my¶l,
¿e jeste¶ taki sam jak noworoczne ¶wiate³ka,
których jeszcze d³ugo po ¶wiêtach nie ¶ci±gaj±.
Co wcze¶niej przytrzymywa³o knot oczekiwania,
teraz p³onie ze stratn± dok³adno¶ci±,
blade, do ¶ciany przymocowane ¶wiat³a,
w których ¶ciemnia³o ju¿,
co by³o og³oszone.

Nic nie mo¿esz wobec tego,
¿e swoj± ma³± ciemno¶ci± jeszcze bardziej rozpalasz
to nieumy¶lne, dzieciêce migotanie
p³omyków, które opad³y z dzieciêcego czo³a.
Jak ¶wiat postanowi³ ¶wieciæ
na pró¿no. Jak zimowa winnica
postanowi³a pozostaæ w takim stanie podczas lata.

 

Jaskinia na wyspie

Kiedy wyszed³em z jamy,
o¶wietlony cierniami, nie ¶wiat³em,
poranne promienie ju¿ ja¶nia³y
¿ó³tym gor±cem. Kamienie le¿a³y
na oko³o jak odchody prazwierz±t,
nad nimi nisko przelatywa³y sójki, o dziwo milcz±ce,
jak gdyby nie nast±pi³a jeszcze godzina jazgotu.
Na ni¿szych ga³êziach wisia³y ca³uny ze ¶liny,
na ziemi rozwija³y siê czarno-z³ote chrz±szcze
z jakiej¶ innej cywilizacji.

Jak¿e jest wszystko jedno, dok±d postanawiam siê udaæ.
Je¶li pójdê naprzód, ponownie bêdê siê zbli¿a³
do niezno¶niej pewno¶ci, znów bêdê widzia³,
jak umêczona wyspa unosi swoj± g³owê w kierunku s³oñca.
Je¶li wrócê do jaskini, w niej nie bêdê ju¿ pierwszy,
nigdy dwa razy nie mo¿na doczekaæ siê utraconego raju.

 

¦nieg

Lekka jest noc, je¶li pada ¶nieg.
Niebo wyp³ukuje sobie twarz w ciszy
i k³adzie j± dziewczêtom na piersi.
Padanie to jak wznoszenie, ziemia
przygotowuje siê do zamachniêcia skrzyd³ami.

Resztki Troi, resztki Rzymu
s± znów zasypane.
I wszystko, co czujê w ciemno¶ci,
w milczeniu, co wzrasta bia³e,
to p³etwy ryby faroniki.

Nie ma koñca ta ¶nie¿na noc.
Na wspomnienia, na kruche godziny,
które gorej±, pada s³aba zamieæ.
Opuszczony ogród pokryty jest
niebytem. I daleko jeszcze do odwil¿y.

 

Peter Kolšek
z jêzyka s³oweñskiego prze³o¿y³a Maria Kamiñska

Wstecz

literatura s³oweñska, poezja s³oweñska
Reklama:
Lideria



Tone Skrjanec - Pilnowanie chwil
Tone Skrjanec - Pilnowanie chwil


Tomaz Salamun - Jab³oñ
Tomaz Salamun - Jab³oñ


Brante Mozetiæ - To nie jest ksiêga seksu
Brante Mozetiæ - To nie jest ksiêga seksu


Jani Virk - ¦miech za drewnian± przegrod±
Jani Virk - ¦miech za drewnian± przegrod±